Forum

Witaj Gość 

Pokaż/ukryj nagłówek

Witaj Gościu, proszę sięzalogować lub zarejestrować.

Strony: First << 2 3 4 [5] 6 7
 Odpowiedz   
Autor Temat:Na "pocieszenie" - mijanie
Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-10 20:33
Cytuj

No i jak było lepiej, teraz pikowanie w dół - hehe.
I ten facet, też już pewnie ma mnie dość. Nie dziwiła-bym się.
Dwa dni ok, a potem, w nocy się posypałam. No i łzawię nadal.
Powinnam się czuć zadowolona, z pewnych rzeczy, a jakoś...hm.
Inni zrobili-by to lepiej.
Wszystko zaczyna być "pod górę". A sens...
Zniknął. Bo już lekko się zarysowywał na horyzoncie.
Dobrze, że spotkałam tego człowieka, a teraz pewnie go zmęczyłam i będzie trzeba zakończyć znajomość.
I oddać książkę. Smutno.
Trochę brak sił na te kontrastowe zmiany nastroju.
Nie jestem dzielna. De wołowa i tyle.
Ściskam ciepło a łzawo -
W

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-10 23:14
Cytuj

Ma prawo tak być, że samopoczucie spada. Dobrze jest pozwolić sobie czuć to, co się czuje, płakać, uwalniać to co potrzebuje być wypłakane. Znów będą te lepsze dni. Ma prawo być tak, że po kroku do przodu jest przerwa, albo krok lub dwa do tyłu. Tak wygląda wychodzenie z tego, a Ty wychodzisz i ma prawo być raz lepiej, raz gorzej. Jesteś bardzo dzielna, W.
To, że ten sens staje się niewidoczny, to nie znaczy, że gdzieś przepadł. Przesłoniły go teraz chmury, ale droga do niego, do związanych z nim celów, nadal tu jest.
Skoro ten Pan jest tak zaangażowany i życzliwy Tobie, myślę, że kierują nim podobne pobudki, jak Tobą, gdy Tobie nie jest obojętny los innych. W trudniejszych chwilach mogą dochodzić do głosu te przekonania, że pewnie innym zawraca się sobą głowę itp. Niestety to znam. Chcę Cię zapewnić, że nie odbieram Cię w taki sposób, jaki dyktują te myśli i sądzę, że ten Pan też, o czym świadczy jego postawa.
A co do tego "inni": jak inni by to zrobili, nie wiadomo, bo nie byli na Twoim miejscu. To, jak Ty sobie radzisz świadczy o tym, że jesteś ponadprzeciętnie dzielną osobą. I to jest pewne. -L.

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-11 02:23
Cytuj

Dziękuję Ci W. za polecenie książki o psychologii społecznej. Sprawdziłam tytuł i autora tej książki, i to jest miły zbieg okoliczności, bo jakiś czas temu trafiłam na film na YouTube, w którym ktoś tę książkę polecał i pomyślałam, że chętnie przeczytałabym ją, zakodowałam w głowie nazwisko Aronson. Początkowo nie zorientowałam się, że właśnie o tej książce wspomniałaś. 🙂 W najbliższym czasie chętnie przeczytam.
Myślę o tym, co napisałaś. Przepraszam, że tak na wyrywki odpisuję. Dziękuję Ci, bo dałaś mi przykład swoim działaniem i dodałaś otuchy. Odnalazłam ostatnio gabinet specjalisty, do którego chciałabym pójść na konsultację i zaczęły mnie napadać różne obawy. Dość długi czas spędziłam w izolacji i przytłoczeniu, ponowne wyjście "na świat" wywołuje u mnie silny lęk. Też odczuwam potrzebę rozpoczęcia na nowo studiów, ale przede wszystkim zajęcia się spiętrzonymi problemami i określeniem jakiegoś planu postępowania, żeby z poszczególnymi sprawami się uporać. Wszystko naraz wydaje mi się ogromem, ale może właśnie stanie się prostsze dzięki małym krokom tu i tam, w różnych obszarach.
Pozdrawiam Cię i do usłyszenia. -L.

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-11 20:25
Cytuj

Cóż. Tabletki robią mi takie jazdy rozpaczy, płaczu i przekonania o ostateczności, że potem
sama jestem w szoku. Bo ja nigdy aż tak skrajnie się nie zachowywałam.
Owszem, płakałam, ale nie równo przez dobę - np. Nie aż tak bardzo.
I nie popadałam w tak ostrą rozpacz. Plus zawieszenie na jednym temacie - jestem nic nie warta,
więc wszystkim przeszkadzam. No i facet się zmęczył. Następnego dnia przeprosiłam, napisałam,
że to po tabletkach. Pytałam też kogoś i wiem, że inni też tak mieli.
No, ale on ma dość. Mam go nie męczyć. No i zachowywać się jak dorosła osoba.
A książkę kiedyś odbierze. Czyli - koniec.
Uzmysłowił mi, że jeżdżenie na terapię do Gdyni - jak powiedziała terapeutka 2x w tygodniu, będzie
kosztowało za rok ponad 16 tysięcy. 8, jeżeli raz w tygodniu. Czyli muszę kolejnej odmówić.
No i nie stać mnie na szkołę, którą chciałam. Mogę robić "korenspondencyjnie" licencjat w Łodzi...
bez sensu. Nie uznałabym nawet czeladnika korespondencyjnego. A co dopiero - psycholog...
Mogę próbować chodzić na terapię w moim miasteczku, ale jestem na wózku i nie wiem, jak zawiozę tam kule?
Chyba w zębach. Bo mają tam schody. No i zobaczyłam zdjęcie tej terapeutki. Wygląda na bardzo zimną osobę
i surową, nieprzyjemną. Koszt za rok - 4800.
Ja tego wszystkiego nie liczyłam, a ten facet mi uświadomił, jak jest.
No i zrozumiałam, że z moich oczekiwań nici. Terapia - z braku laku i kit dobry, albo żadna.
Nauka też nie w Sopocie, czy Gdańsku, a w Łodzi i nadal będę w 4 ścianach, nie widząc nikogo.
Plus - co to za nauka... czytanie tekstów za pieniądze. A praktyka? Doświadczenie? Rozmowy na dane tematy..?
I kto to potraktuje poważnie? Ja na pewno nie.
Dzisiaj miałam jechać z moim facetem po wyniki histopatologiczne guzów i po skierowanie,
które trzeba zanieść gdzie indziej. Mam dość czekania na wyniki.
Ale mój facet powiedział, że jest zmęczony. A potem ma 3 dni pracy - od rana do wieczora.
I jedziemy zobaczyć się z jego krewnymi...
Słowem, wszystko się posypało. To czego chciałam, okazało się być bez sensu.
Patrzyłam na dofinansowania, ale nie wygląda to obiecująco.
Na jedno stypendium jestem za stara, na drugie, za bogata, trzecie jest tak niskie, jak 1/12 ceny za rok...
Przepraszam, że tyle piszę o sobie. Dawniej mogłam jeszcze pogadać z tym człowiekiem.
Tylko nie rozumiem, po co on pyta, jak moje samopoczucie, jak stan ducha, a potem, kiedy mówię, kwituje, że nie jest przecież moim terapeutą...następnie, przez pół godziny przekonuje mnie, że jestem ważna, powinnam działać dla siebie, nie uzależniać
się od mojego faceta, cenić siebie... Nic z tego nie rozumiem.
Ogólnie już nie chcę niczego. Tylko spokoju w 4 ścianach.
A jeszcze lepiej, żeby mnie nie było.

Cieszę się, że u Ciebie L lepiej.
A co chcesz studiować? Psychologię? Czy coś innego?
Wyjście na zewnątrz mnie też zaczęło przerażać. A przecież zawsze kochałam tłumy.
Energetyzowało mnie to. A teraz tylko się chowam po bramach i zaułkach.
Ale, jakiś czas temu, zaczęłam ćwiczyć "oswajanie się".
Jeździłam w różne miejsca, gdzie byli ludzie i próbowałam nie zwiewać,
tylko obserwować, być tam. Szło trudno, ale krok za krokiem.
Najpierw się chowałam przez cały pobyt za zaparkowanymi samochodami.
Za kolejnym razem, już zaczęłam być w mniejszych skupiskach, wypiłam kawę w ogródku
kawiarnianym...potem poruszałam się z tłumem turystów, ale zauważyłam, że nieświadomie jednak szukam ucieczki
w boczne uliczki. Ale - zawsze to kroki do przodu. Po troszku.
Niestety, potem się mocno zraziłam. A teraz mi się nie chce wychodzić do ludzi.
L., czemu masz obawy przed konsultacją? Co się może takiego wydarzyć?
No, powiedzmy - nie przypasuje Ci ta osoba. Ale to tylko konsultacja. Nie jesteś zobowiązana do niczego.
Ja się uczę odmawiać. Nie jest to łatwe, ale - da się. Czego się obawiasz w tej konsultacji?
Że co się stanie?
Owszem, plan postępowania, to dobra rzecz. Najlepiej z ewentualnymi wersjami "awaryjnymi".
Co prawda, ja nie znoszę kompromisów, bo uważam, że wtedy nikt nie jest zadowolony,
ale można znaleźć inne drogi do celu, inne sposoby działania, zobaczyć coś z innej perspektywy.
Co do książki - no, spora jest, ale ciekawa.
Gdybym tylko nie miała problemów ze skupieniem, nie była tak zmęczona - bo nie śpię przez kolejne noce,
a jak mój facet jest w domu, to albo radio ryczy, albo telewizor. Własnych myśli nie słychać.
Cóż. Takie realia. Właśnie słucham kłótni polityków. Heh, od lat zawsze brzmi to tak samo.
Przekrzykują się, wołając - proszę mi nie przerywać! Ja panu nie przerywałem!
Nie rozumiem, po co to oglądać, bo treści w tym zero.
No, spadam i kończę biadolić.
Przepraszam, że tak mało radośnie. Udaję, że nic mi nie jest.
Całe szczęście jest ten telewizor, więc mój facet w niego patrzy, a ja mogę siedzieć niedaleko
i płakać. Nie zauważa. Ale, ciężko. Bo w tym stanie tylko wycie do księżyca by mnie usatysfakcjonowało. 🙂
Ściskam Cię L. serdecznie.
Pozdrawiam. Do zobaczenia tutaj 🙂
W.

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-12 19:52
Cytuj

No i u mnie jak na szalonej huśtawce.
Była rozpacz, koniec wszystkiego, a teraz trochę się wyprostowało.
Znajomy człowiek miał nie mieć czasu, a rano sam zadzwonił. Więc chyba nie jest tak źle.
Wyjaśniłam o co chodzi. Bo ze mną jest tak, że ja wiem czego chcę, a czego nie. Wiem po pierwszych kilku minutach kontaktu
kiedy kogoś spotkam, czy będziemy się znali, czy nie, czy będziemy się dogadywali, czy nie...
Intuicja, czy coś. Ale - nie ufam sobie i łatwo daję sobie podciąć skrzydła, lub sama podejmuję decyzję wbrew temu co czuję.
Np, wiem, że z daną osobą, będzie bardzo trudno się przyjaźnić, że to będzie bolesne. Ale też, wiem,
że nikt za nią nie przepada i nie ma przyjaciół. Więc lezę i dostaję po łbie. Wychodzę poobijana. 🙂
No i teraz też - wiem, gdzie chcę chodzić na terapię, a gdzie nie. Wiem, czy i gdzie chcę się uczyć.
Ten człowiek - chciał dobrze, no i ma głowę na karku - podliczył ile to finansowo wyjdzie...
No i cała moja pewność padła w gruzy. Uznałam, że nie warto nic robić, bo to kosztuje.
To go zirytowało, bo nie o to mu chodziło. A ja wpadłam w rozpacz. O ja niegodna - itepe 🙂
Dzisiaj wyjaśniliśmy o co chodzi. Ja, że to nie jest tak, że nie wiem, czego chcę. Ja dobrze wiem. Tylko się boję.
No więc się przeprosiliśmy. Książki nie muszę oddawać.
Mój facet miał mnie zawieźć do szpitala po wyniki - jak pisałam - czy guzy złośliwe i po pewne skierowanie z rehabilitacji...
Ale był zmęczony. Wybrałam się dziś.
No i nowotwory łagodne. 😀
Zawiózł mnie ten człowiek, bo tymczasowo jest taksówkarzem. Ale jest tak zakręcony, że albo rozwściecza, albo rozczula.
No i nie spotkałam nikogo, kto by tak bardzo starał się pomóc.
Zepsuł nam się samochód - zaczął dzwonić w sprawie naprawy do różnych firm i szukać w necie namiarów.
Załatwił mi psychiatrę, przyspieszył termin, znalazł kilku psychoterapeutów...i mnóstwo innych rzeczy.
To duży kontrast, przy moim facecie, który głównie rezygnuje, bo "niedasię".
A ten człowiek, kombinuje co zrobić, żeby się dało. Ostatnio omal nie wyjął wewnętrznych drzwi w starej windzie, bo było
za wąsko na mój wózek 😀 Ogólnie, ma ciekawe podejście do życia i ludzi,
to tak jakbym nagle widziała wszystko z totalnie innej perspektywy. Nigdy bym tak nie pomyślała.
To dla mnie nauka. Mam nadzieję, że nie skończy się szybko, bo podtrzymuje mnie na duchu.
Tak jak Ty L. 🙂
Jesteście jak filary czegoś pewnego. Wiem, że to istnieje, jest.
I bardzo dużo mi to daje.
Właściwie mogę powiedzieć, że MB też uczy mnie zupełnie innego postrzegania świata.
Więc - też inspiruje, uczy.
Ja lubię poznawać. To mnie właściwie napędza. I drugi człowiek. Bez tego, jestem nieboszczka.
Hm...psychoterapeutkę już mam wybraną i nie chcę innej. Mogę najwyżej prosić o spotkania raz w tygodniu,
albo krócej, niż rok. Bo kasa. Ale nie wiem co z nauką.
Czuję, że szkoła w Sopocie, to jest to. Problem, że jest drogo. 10 tysi za rok. Więc nawet licencjat to 30 tys.
Których nie mam. Ten człowiek powiedział, że mogę np chodzić przez rok, a potem zrobić przerwę...
Ja z kolei czuję się głupio, bo jak idę do szkoły, to powinnam dysponować kwotą, żeby starczyło na całą naukę.
Inaczej bym czuła, że robię coś nieuczciwie.
A z kolei dwie inne do wyboru, tańsze, to albo Gdańsk - zobaczyłam budynek - schodów od groma,
jak Schody Potiomkinowskie w Odessie 🙂 A poręczy prawie wcale.
Szkoła w Sopocie jest przystosowana dla osób z niepełnosprawnościami.
A Łódź - jak pisałam - korespondencyjnie mnie nie bawi.
Nie wiem co zrobić? A Ty/Wy - jak byście postąpili?
Ja nie zarabiam. Mam rentę. Zaczęłam wypełniać jakieś ankiety, żeby "dorobić".
Żmudna robota, wypełniłam sporo, a kasy 9 złotych...
Hehe. Banki zdjęć, to też żaden zarobek. 25 centów za fotkę. Jak się powiedzie.
Wiem, czego chcę, ale realia nie bardzo na to pozwalają.
Decydować się na ten Sopot, czy nie? Na rok?
Bo Łódź to coś za co też sporo zapłacę, a nie będę zadowolona...
Ech. Wybaczcie, że tyle piszę o sobie.
Ale z moim facetem nie pogadam. Nic mi nie doradzi.
Będzie - nie wiem - albo - rób jak chcesz...
No więc, może ktoś tutaj mi napisze, co o tym myśli?
Chciałabym poznać widzenie tego z innej perspektywy.
L. napisz, co u Ciebie.
Myślę o Tobie. 🙂
Ściskam
W

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-12 20:14
Cytuj

Cześć W cieszę się że wszystko się układa.
To tyle.
Pozdrawiam.

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-12 20:53
Cytuj

Ja również się cieszę, że zaczyna Ci się układać i że zaczęłaś dostrzegać pewne rzeczy w jaśniejszych kolorach.
Fajnie, że masz osobę, która Ci pomaga i że się już nie sprzeczamy 🙂

Co do studiów, to myślę, że warto je zacząć, zrobić coś dla siebie i wyjść do ludzi. A co do pieniędzy, to może PFRON coś dofinansuje? Może też się uda zdobyć stypendium socjalne i/lub naukowe. Ja właśnie dzięki nim i dofinansowaniu opłaciłem studia 🙂

M B

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-12 23:07
Cytuj

🙂 Dziękuję M B 🙂
Serio. To mi wiele daje, bo nikt mnie nie wspiera.
Wszyscy biorą mnie za osobę, która zawsze da radę i ma pomagać innym.
Więc to dla mnie bardzo ważne. Rodzina tylko podcina mi skrzydła. Niestety.
Dziękuję, że się odezwałeś i że pozytywnie 🙂
Sprawdzałam przez internet, ale nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem te zasady dofinansowań.
Muszę chyba tam się wybrać i po prostu - zapytać.
Bardzo bym chciała, żeby się to udało.
I cieszę się, że możemy oboje tu funkcjonować 🙂
Piszę to całkiem poważnie.
Dzięki za informację i wsparcie 🙂
Za danie nadziei.
Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale będę się starać.
To z pewnością.
No i bardziej w moim stylu - walczyć, niż się poddawać. Szukać wyjść.
Może się uda, a może trzeba szukać innej drogi. Kto wie.
🙂
Powodzenia we wszystkim
M B 🙂
Szczerze i prawdziwie - od serca.
Holender, łzawię. Przepraszam.
Dziękuję
pozdrawiam serdecznie
W.

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-13 02:19
Cytuj

Damy radę 😉

M B

Gość

Posty: 11133
Link do postu
Post Odp: Na "pocieszenie" - mijanie
w: 2019-06-13 18:00
Cytuj

M B 🙂

L! Przypomniało mi się, że ta książka /"Psychologia społeczna - serce i umysł"/ ma różne wydania.
One się dość "mocno" podobno różnią od siebie.
Podobno, starsze jest lepsze. Więcej treści, inaczej tłumaczone i nie takie hermetyczne.
To lepsze, jest z 1997 roku. Przekładu dokonali różni ludzie. A. Bezwińska, W. Domachowski, M. Draheim, E. Hornowska
i jeszcze 3 osoby. Redaktor naukowy - W Domachowski Redaktor - Z. Domańska.
Nowszą - tłumaczyła - zdaje się 1 osoba. I nowa, jest cieńsza, od starszej.
To tyle 🙂
Pozdrawiam
W.

Odpowiedz:


CAPTCHA
Strony: First << 2 3 4 [5] 6 7
 Odpowiedz   
Mingle Forum by cartpauj
Wesrja: 1.0.34 ; Strona wczytana w 0.063 sekund